Tak jak planowalam weekend spedzilismy nad holenderskim morzem.
To byly dwa cudowne wrzesniowe dni.
Choc mialo byc Den Haag, w rezultacie zatrzymalismy sie w Noordwijk.
Lubie poznawac nowe, wiec gdy okazalo sie ze hotel w ktorym chcielismy sie zatrzymac nie ma juz wolnych pokoi, padlo na miasteczko nieopodal.
Pogoda nie byla upalna, ale na szczescie nie padalo i wial dosyc cieply wiatr.
Czasem nawet slonko sie pokazalo.
Nie lubie zatloczonych plaz, braku wolnych
miejsc w kawiarniach ( w sezonie upolowanie miejsca z widokiem na morze
graniczy z cudem)
A teraz moglismy wybierac i przebierac.
Bylo spokojnie, leniwie i tak nam sie podoba najbardziej.
Tu postanowilismy poczekac na zachod slonca.
Jak ja dawno go nie widzialam nad morzem.
Zatopilam sie w tym wiklinowym koszu sluchalam i sluchalam... szumu fal...
Bylo magicznie, takich widokow sie nie zapomina, a ja bede je jeszcze dlugo wspominac.
To byly niezwykle udane dni, wrocilismy naladowani nowa energia, syci wrazen.
Jeszcze tam wrocimy...
Do zobaczenia Holandio!
*
*
Sciskam
Atena














